Podróżnicze ABC – Żeby nie było: „błagam niech tylko odpali…”

W jednym z poprzednich „odcinków” tego dennego bloga, którego absolutnie nikt nie czyta pisałem o dokumentach potrzebnych do odbycia podróży po Europie. Dziś zacznę przynudzać o technikaliach motorowych. A więc, co zrobić żeby nie stanąć i bezpiecznie wrócić.

Oczywiście, najlepiej swoją pszczółkę zaprowadzić do autoryzowanego serwisu, w którym zapłacicie „pińset” za wymianę oleju. Da to tyle, że będziecie mieli spokojne sumienie. Jak mówi stare porzekadło mechaników: „zadowolony klient to taki, który wie, że za naprawę zapłacił”.

Ale jednak może nie jesteście ludźmi, którzy mają kasę i zamierzają spać w hotelach, a wieczorem poklepywać słodkie kelnereczki po prawym pośladku. Chcecie zaznać przygody, a waszym marzeniem jest jechać tak długo, że skarpetki od stóp zrywać będziecie dłutem. Niestety, będziecie musieli trochę podłubać śrubokrętem i kluczem „dychą” przy waszym rumaku.

A więc do dzieła ! Od czego zacząć ?

Ano od najłatwiejszych rzeczy: Zawsze, ale to na prawdę zawsze przed wyprawą trzeba zmienić płyn hamulcowy. Zadanie jest banalnie łatwe, a porady przemądrzałych forumowiczów znajdziecie na setkach portali motoryzacyjnych. Płyn hamulcowy jest naprawdę tani. Jeśli tego nie zrobicie to istnieje szansa, że zagotujecie hamulce i możecie zapomnieć o dohamowaniu przed winklem w górzystym terenie, którego w Europie jak i na całym świecie jest bardzo dużo.

Co dalej ? Oczywiście wymiana oleju, kontrola „łańcuta” rozrządu i luzów zaworowych oraz czyszczenie i synchronizacja gaźników. Tego wszystkiego nie zrobicie sami. Najlepiej mieć zaufanego mechanika, który wam pomoże. Nawet nie próbujcie robić tego sami. Wymiana łańcucha rozrządu może się skończyć fiaskiem i pozostaniecie z pokrzywionymi zaworami – to nie jest łatwy temat dla amatora.

Sami, możecie zadbać o łańcuch napędowy. Proponuję najpierw dobrze go wyczyścić – zakładając, ze jest sprawny. Najlepszym środkiem jest nafta, albo ropa.

A więc, pędzel w dłoń, a nafta w jakieś naczynko. Potem delikatnie wycieramy szmatą i psikamy szprajem łańcuchowym.
Następnie należy zadbać o dobre napięcie napędu. Dajmy mu trochę więcej luzu, bo przecież moto będzie objuczone jak stary koń. Warto też dopompować koła. Duży ciężar tylnej osi może spowodować dobijanie felgi do asfaltu przy niskim ciśnieniu. Zadbajcie również o zawieszenie. Z tyłu jeśli to możliwe należy je przeregulować  – utwardzić stosownie do waszej wagi oraz całego majdanu, który zabieracie.

Zawias przedniej osi również warto utwardzić, jeśli jest to możliwe. Sprawdźcie uszczelniacze na lagach czy nie leją. Jeśli przejedziecie palcem po tej delikatnej błyszczącej warstwie w miejscu, gdzie pracuje amortyzator i palec będzie tłusty, to należy wymienić uszczelniacze i olej. Koszt tego również jest śmiesznie niski. Wymiana tego pozwoli uniknąć wam po pierwsze braku przyczepności a po drugie „wyząbkowania” opony.

Już niebawem kolejne, nic nie warte mądrości Tobiasza K.

 

2 myśli na temat “Podróżnicze ABC – Żeby nie było: „błagam niech tylko odpali…””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.